piątek, 8 czerwca 2018

Kroniki Nowego Lądka. Dziennik głównej kampanii Frostpunk


Kroniki pojawiły się na fanpage'u Gry Made in Poland spontanicznie – może dlatego pierwotnie rozpocząłem je dopiero na dwudziestym dniu, gdy znajdowałem się mniej więcej w połowie podstawowej kampanii Frostpunk pt. "Nowy Początek". Nowy Lądek spotkał się z Waszym wyrażonym lajkami entuzjazmem i z przyjemnością pociągnąłem do końca ten mało oryginalny pomysł zbeletryzowania punktu widzenia kapitana ostatniego Miasta. Stąd również pomysł, żeby skupić w jednym blogowym wpisie rozproszone dotąd posty i doprawić je bonusowo porządnym otwarciem.

Zapraszam do Nowego Lądka.   


Nowy Lądek, dzień 1



Plujący oleistym dymem drednot odeskortował nas od skutego lodem Londynu do generatora, osadzonego w bogatej w węgiel Arktyce. Obok źródła ciepła rozbiliśmy pierwszy prowizoryczny namiot, zakładając Nowy Lądek. Walce generatorów to rzadki przykład zapobiegliwości jakiegokolwiek rządu, który zza grobu może uchronić nas przed amputacjami odmrożonych kończyn.
Na razie rozesłałem pierwszych robotników do zbierania węgla, drewna i stali, rozrzuconych po naszym lodowym kraterze. Patrzyłem na znikające w zamieci sylwetki rozjaśniane przez świetliki, drążące własnymi ciałami przejścia w śniegu, i obiecałem sobie, że co by się nie działo, nigdy nie poświęcę życia żadnego ze współobywateli. Po długiej podróży i uruchomieniu generatora wszyscy patrzą w przyszłość z optymizmem. Nie mają pojęcia, że nie wiem, co mamy robić dalej.



Nowy Lądek, dzień 20



Dzieci pracują przy kuchni i innych lekkich pracach. Większość populacji Nowego Lądka żyje w porządnych barakach, syta i ogrzana. Zdobyczny automaton dzień i noc pracuje na wydajne wydobycie węgla. Prognozy naszych synoptyków pokazują jednak, że za moment nadejdzie znaczące obniżenie temperatury, do -60 stopni Celsjusza...


Nowy Lądek, dzień 30



Dzięki długofalowym inwestycjom przetrwaliśmy kryzys, -60 stopni Celsjusza. Nauczyliśmy się uważać go za normę. Zapasy węgla i drewna powoli przestają mieścić się w magazynach. Przez parowe młoty węglowe i liczne węzły ciepłownicze dym spowija Miasto niczym lepka mgła. Pozornie wszystko jest znakomicie, w czym upewnia mieszkańców moje centrum propagandy i szczekaczki, i to najbardziej mnie niepokoi. Wciąż mam z tyłu głowy wieści od zwiadowców terenowych – upadek Winterhome, obłęd Tesla City. Przetrwanie nie jest nam dane raz na zawsze.



Nowy Lądek, dzień 42



Mój fatalizm okazał się realizmem. Temperatura sięgnęła -90 stopni i wciąż spada. Cała okoliczna zwierzyna wyginęła, zamarzła jak sadzonki w naszych cieplarniach. Musimy polegać na zgromadzonych wcześniej galonach zupy. Niedługo zawalą się również kopalnie, odcinając część dostaw węgla. Świadomie poświęciłem życie 30 ludzi, aby przygotować dolne sztolnie na nadejście zlodowacenia. Teraz nawet maksymalnie ulepszony generator i porządne domy mieszkańców nie dają pewności... czy przetrwamy najbliższe dni?



Nowy Lądek, dzień 46


Temperatura z zabójczego -150 podniosła się do bezpiecznego -40. W szczytowym momencie kryzysu połowa populacji Miasta leżała chora w łóżkach, nie znajdując dla siebie miejsca w przepełnionych szpitalach, nikt jednak nie zmarł z wychłodzenia ani głodu.
Pewną ręką poprowadziłem tą przestraszoną hałastrę byłych Brytyjczyków od poziomu neandertalczyków do zindustrializowanego komunizmu. Bardziej niż propagandowe ulotki Nowego Porządku, więzienia, szczekaczki i tajni współpracownicy ciążą mi na sumieniu dziesiątki poświęconych przy tym istnień ludzkich. Głównie chorych uchodźców, którym odmówiłem wstępu do Miasta. Moja strategia okazała się skuteczna dla setek innych ocalałych, 393 obywateli Nowego Lądka. Przeżyliśmy.