piątek, 31 sierpnia 2018

DeathTV nowym tytułem twórców Serial Cleanera na wyłączność Microsoftu



Zespół iFun4All mimo dość niewielkich rozmiarów przejawia ogromny zapał do pracy. Twórcy udanego Serial Cleanera równocześnie produkują aż trzy gry, pozostające w różnym stadium zaawansowania, i żadna z nich nie jest Serial Cleanerem 2. Do tej pory trochę zdążyliśmy się już nieco dowiedzieć o dwóch pierwszych, prawdopodobnie bardziej odległych projektach. Ritual ma być twin-stick shooterem osadzonym w realiach weird west (podobnie jak Hard West od CreativeForge Games). Far Peak opowie o trudach życia himalaistów i spróbuje odpowiedzieć na pytanie, jak rodzi się ambicja, pchająca ludzi podejmowania podobnych wyzwań.

Najmniej wiedzieliśmy o najbardziej rozwiniętym z projektów i dopiero teraz, na zamkniętym pokazie zorganizowanym w ramach targów PAX West w Seattle, ujawniono jego tytuł - Death Note DeathTV. Produkcja powstaje na zlecenie Microsoftu i ma być dedykowana jego platformie streamingowej Mixer, działającej na PCtach, mobilkach i Xbox One. Założenia rozgrywki najlepiej podsumowuje informacja prasowa, otrzymana przez Gry Made in Poland:

To gra multiplayerowa, rozgrywająca się w tajemniczym, pełnym pułapek domu. Zamknięci w nim uczestnicy makabrycznej zabawy mają za zadanie przetrwać na tyle długo, aby zdobyć klucz i odnaleźć wyjście. W domu grasuje nieobliczalny i prawie nieśmiertelny zabójca, zetknięcie z którym oznacza praktycznie pewną śmierć, chyba że graczowi uda się umknąć.


Cały dom podzielony jest na pokoje. Każdy z nich jest wyjątkowy - w niektórych znaleźć można broń, amunicję czy przedmioty ułatwiające przetrwanie, lub też zagadkę, którą należy rozwiązać by móc przejść dalej. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby gracze polowali na siebie nawzajem, by za jednym zamachem wyeliminować konkurentów do zwycięstwa oraz przejąć ich przedmioty. 


Na razie zapowiada się dość standardowo, na rodzaj domowego last man standing/ battle royale, gdzie tylko jedna postać może zwyciężyć. Wyjątkowość DeathTV ujawnia się na poziomie wykorzystania potencjału interaktywnej platformy streaminowej, jaką jest Mixer.  

Decyzje co do kolejnych ruchów postaci podejmuje się przez głosowanie - uczestnicy rozgrywki są przyporządkowywani do postaci i wspólnie głosują by zdecydować o kolejnym ruchu swojego bohatera. Jedną postać mogą więc kontrolować tysiące graczy! Sesja kończy się w momencie zwycięstwa jednej z postaci, a wkrótce potem zaczyna się kolejna. Każdorazowo rozkład pułapek / przedmiotów / wyjść w pokojach jest inny. 

Brzmi równie ekscytująco dla graczy i reklamodawców, prawda? CEO ifun4All, Michał Mielcarek, określił stan prac nad DeathTV jako "bardzo zaawansowany"a konto spółki zasilają już środki od Microsoftu za realizację pierwszych kamieni milowych. Premierę streamingowych igrzysk śmierci zapowiedziano na październik tego roku i, jako rzecze prezes, "termin będzie dotrzymany". Na świeżo otwartej podstronie gry możecie podejrzeć kilka obrazków więcej



Wszystkie obrazy pochodzą ze strony iFun4all.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Polski Gamescom 2018: od Bee Simulator do World War 3

Photo: Koelnmesse / Thomas Klerx

Targi w niemieckiej Kolonii są znakomitą okazją dla polskich twórców gier do zaprezentowania szerokiej publiczności owoców swojej pracy - w zeszłym roku zebrało się tam prawie 350 tysięcy graczy! Stąd pokaźna ilość nowych gameplayów z powstających produkcji, które do tej pory oglądaliśmy jedynie na wyreżyserowanych renderach (World War 3, Devil's Hunt). Smaczne kąski rzucono również przedstawicielom światka prasowego na zamkniętych spotkaniach (Cyberpunk 2077). Wedle listy Graczpospolitej, na targach zaprezentowano łącznie aż 51 polskich gier - nie wszystkie jednak otrzymały nowe materiały promocyjne. W tym szybkim przeglądzie skupimy się na tych dziewięciu, które w związku z Gamescomem miały coś świeżego do zaprezentowania. 

1. Bee Simulator (Varsav Game Studios)




Film o Pszczołach - jest. Niejedna książka - również (z nowszych warto wymienić Rój Laline Paull). Nadszedł czas na grę komputerową, kierującą perspektywę na tylną część odwłoka nieodzownego naturze owada - pszczoły. Materiał z Bee Simulator pod kątem graficznym wygląda zachęcająco, a kastowa struktura ula, gdzie prawie każdy jest dla siebie bratem lub siostrą (Królowa Matka nie jest tutaj metaforą), to świeży setting w świecie elektronicznej rozrywki i gotowa inspiracja pod ogromną ilość mechanik.


2. Cyberpunk 2077 (CD Project RED)



  
O prawdopodobnie najbardziej wyczekiwanej grze powstającej w Polsce, Cyberpunk 2077 od twórców sagi o komputerowym Wiedźminie, dowiedzieliśmy się równocześnie sporo i bardzo niewiele. Co do samej gry, wiadomo już, że akcja zaprowadzi gracza nie tylko do zróżnicowanych dzielnic Night City, a również do terenów obrzeżnych, chociaż wystąpią w tym "naturalne ograniczenia". Struktura questów ma być zainspirowana dodatkami Krew i wino oraz Sercami z kamienia bardziej niż podstawką, cokolwiek nie miałoby to oznaczać. Stan zaawansowania prac nad C2077 pozwala już na przejście gry od A do Z: z zacięciami na M i niewidoczną częścią liter (czytaj: wciąż trzeba poprawić bugi i dodać sporą ilość brakujących assetów). Pełną relację z zamkniętego pokazu możecie podejrzeć chociażby na stronie Gamezilli. Poniżej znajdziecie połowę screenów, udostępnionych dla uczczenia Gamescomu, a tutaj jest link do zbioru czterech concept-artów, z którego pochodzi powyższe cudeńko pt. "Smoke and mirrors".

AKTUALIZACJA: Dosłownie chwilę po publikacji artykułu rozpoczęła się transmisja gameplayu z Cyberpunk 2077! Nie tracę czasu i wracam na https://www.twitch.tv/cdprojektred.

AKTUALIZACJA 2: Transmisja zakończona, zapis czeka na Was poniżej: 




3. Devil's Hunt (Layopi Games)



Całkiem okazały, 12-minutowy gameplay Devil's Hunt, liniowego beatem'upa z bohaterem o gorejącej ręce i genezie łowcy demonów przypominającej nam innego twardziela made in Poland w skórzanej kurtce. Tytuł ciekawszy tym bardziej, że powstaje pod dowództwem byłego piłkarza Pawła Leśniaka, na podstawie fabuły książki Pawła Leśniaka, mającej stanowić fundament dla gry studia Pawła Leśniaka.


4. Dying Light: Bad Blood (Techland)



Oprócz powyższego gameplayu jest jeszcze kilka relacji z zamkniętych pokazów (m.in. ta Spider's Web), do których niebawem dołączą również moje wrażenia z zamkniętej bety.


5. Dying Light 2 (Techland)

 
Źródło: https://tiny.pl/gvndr
To właściwie tylko kwiatek. Kwiatek marki Ford Mustang GT w edycji DL2Ponoć ten potwór krążył po ulicach Kolonii w czasie odbywania się targów. Na deser można zagryźć relacją Gamezilli z zamkniętego pokazu Dying Light 2, żeby jakoś zabić głód przed premierą w A.D. 2019. Relacjonujący dziennikarz był pod wrażeniem wielkości mapy i postulowanego rozmachu wzajemnie zazębiających się systemów i decyzji względem konkurujących frakcji. Zapowiedziano też bliżej niezidentyfikowane opcje sieciowe (z grubsza: "to może być wszystko, oprócz battle royale") oraz pojawienie się pojazdów.


6. Kursk (Jujubee)



Jujubee zaserwowało gameplay trailer Kurska w jakości 4K, imponujący pietyzmem oddania szczegółów wyposażenia okrętu podwodnego i świata poza nim. Sporo o zainteresowaniu tytułem mówi fakt, że większość komentarzy pod powyższym materiałem jest napisana cyrylicą.


7. Re-Legion (Ice Code Games)



Po samym trailerze kompletnie nie wiem, czy spodziewać się RTSa, jakiejś odmiany gry MOBA, czy tylko symulatora krabopodobnego mechanizmu rozpiętego na człowieku, ukazywanego w trailerze kilkukrotnie z widoczną lubością. Znaczy, chyba wygląda intrygująco. Zasadniczo Re-Legion ma jednak być właśnie tym pierwszym, strategią czasu rzeczywistego, wyróżniającą się zacięciem proroczym. Przyjdzie nam pokierować własną sektą, zwerbować do niej wiernych spośród ludności cywilnej i posłać ich na śmierć. Według najlepszych tradycji ze świata rzeczywistego.


8. We. The Revolution (Polyslash)



Pierwszy gameplay z We. The Revolution, jaki do tej pory widziałem. Siedem minut brodzenia w mętnej wodzie pracy sędziego w czasach galopującej gilotyny, czyli wycinek jednego procesu z gry wraz z egzekucją wyroku. Do tego z komentarzem developerów i cudną grafiką, przygotowywaną ręcznie trójkąt po trójkącie.


9. World War 3 (The Farm 51)


Konkrety o World War 3, szczodrze wykorzystującym fotogrametrię sieciowym FPSie od The Farm 51, okrzykniętym jeszcze przed jakimkolwiek zapisem rozgrywki pogromcą Battlefielda V, posypały się całkiem obficie. Na zaostrzenie apetytu proponuję oficjalne, krótkie video od twórców.


A tym, którym wciąż  mało, proponuję solidne 26 minut czystej rozgrywki, rozgrywającej się - adekwatne do miejsca targów - na mapie przedstawiającej okolice Bramy Brandenburskiej w Berlinie.


10. ?


Zachęcam do kontaktu na maila ahutnikiewicz@grymadein.pl, jeżeli pominąłem coś istotnego. W razie gdyby transmisja danych na Twitchu Cyberpunk 2077 miałaby się jednak skończyć streamem z gry, zaktualizuję powyższą listę. :)

środa, 22 sierpnia 2018

Cytaty Miesiąca #7 - Wojtek Biliński, Roland Pantoła, Krzysztof Mąka i Marek Chwałek

Czwartkowe cytaty Gry Made In Poland to autorski przegląd ciekawych wypowiedzi, zaczerpniętych z wywiadów z czołowymi postaciami polskiego gamedevu. Pierwotnie ukazują się na naszym facebooku, nieco później, w postaci Cytatów Miesiąca, trafiają również na bloga. W #8 Miesiącu poruszamy temat stylistyki retro-future, odtwórczości współczesnych gier, powabów stylizowanej grafiki i przyszłości branży elektronicznej rozrywki jako potencjalnego i całkiem dochodowego miejsca zatrudnienia.  

26. Wojtek Biliński, Tate Multimedia


POST: Całe zapowiedziane niedawno Steel Rats od Tate Multimedia zapowiada się na taki miks. Developerzy o doświadczeniu sięgającym produkcji na ATARI wykorzystali jako stelaż pionierski gatunek gier, arcade (retro), rozpinając na nim motocyklową rozpierduchę, kierowaną zaawansowanym system fizycznym (future). W rolach dawców części wystąpią mechaniczne konstrukty, junkboty, nowoczesne twory pozlepiane ze szczątków dawnych technologii. Autorzy obiecują opartą na skillu rozgrywkę w konwencji 2,5D, dającą graczom do wyboru spory asortyment tricków i metod pokonywania złomków.


KOMENTARZ: Podejrzewam, że wszystkich growych żurnalistów trapi trudność w połączeniu Kangurka Kao i Steel Rats. Część pewnie skręca z zazdrości, widząc, jak zgrabnie udało się to teraz mnie. Szach mat. Od momentu udostępnienia niniejszego cytatu Tate Multimedia pochwaliło się również fragmentami gameplayu i rowerami z reklamą Steel Rats, a szczęśliwcy uczestniczący w Gamescomie będą mogli położyć łapki na kierownicach wirtualnych motorów.

Źródło: https://bit.ly/2Mx6Vkt


27. Roland Pantoła, ex-Detalion


POST: W słowach doświadczonego developera (A.D. 2044, Schizm, Reah) wyraźnie pobrzmiewa po równo nostalgia i rozgoryczenie. Mam dość sceptyczne podejście do podobnych sentymentów. Jak świat światem, w każdej dziedzinie twórczości zawsze byli wynalazcy, którzy wymyślali, i ci, którzy się nimi "inspirowali". Ot, weźmy taką posttolkienowską literaturę fantasy. Poletko gier od początku nie jest tutaj wyjątkiem. Innowacja po prostu przeniosła się gdzie indziej. Duże firmy, jak BioWare z widocznym na obrazku Anthem, rzeczywiście inwestują w bezpieczne odgrzewane kotlety z wielokrotnie serwowanych składników. Małe "indyki" mogą pozwolić sobie na oryginalne patenty, które z czasem przesączają się do produkcji większych developerów.


KOMENTARZ: Na nasze fejsbukowej grupie Maciej "Aureus" Gajzlerowicz z niezależnego Moral Ankiety Studio (The Tavern) spuentował to jako "korpo-problemy. ;)".

28. Krzysztof Mąka, Fool's Theory 


POST: Patrząc na widoczny poniżej słów Krzysztofa Mąki kadr z leciwego Dragon's Lair, mającego na karku ponad trzydzieści lat, ciężko nie przyklasnąć tej filozofii. W sumie "growe lata", tak jak długość życia psa, powinno się mierzyć inną miarą i traktować wielokrotnym mnożnikiem, m.in. właśnie ze względu na młodość i gwałtowny rozwój cyfrowego medium. W tym ujęciu Dragon's Lair przekroczyłoby już setkę. Pozostaje życzyć twórcom SEVEN podobnej długowieczności warstwy graficznej ich gry. 


KOMENTARZ: Niedawno twórcy Seven, Fool's Theory & IMGN.PRO, zapowiedzieli darmowy dodatek do przygód Teriela – Drowned Past. Polecam zainteresować się tym tytułem, bo to rzecz wyjątkowa nie tylko dzięki wpleceniu parkouru do izometrycznego cRPG, ale także dzięki uzależnieniu rozwoju postaci od eksploracji poprzez całkowite wyrugowanie tradycyjnych punktów doświadczenia. 

Bonusowo dorzucam alternatywną grafikę, która odpadła w procesie selekcji.


29. Marek Chwałek, Huuuge Games


POST: Od momentu udzielenia cytowanego wywiadu informacja odrobinkę się zdezaktualizowała – na początku grudnia Huuuge Games świętowało przyjęcie trzechsetnego pracownika. Ma biura w pięciu polskich miastach i dwóch za granicą. Zatrudnionym oferuje pakiety akcji firmy, lodówki z napojami, a nawet sweterki i szaliki z własnym logo. Wszystko po to, żeby zwabić do siebie kompetentnych programistów, których na rynku ciągle jest za mało i mogą przebierać w ofertach.


KOMENTARZ: Ze sweterkami poniosło mnie w nazbyt Huuuge rejony. Reszta w zupełności się zgadza.


czwartek, 16 sierpnia 2018

Green Hell zachęca do zbijania kokosów


W dwojakim sensie.


W połowie słusznie minionego roku po mediach rozprzestrzeniła się wieść, że dawni pracownicy warszawskiego oddziału Techlandu postanowili rozpocząć grę na własnych zasadach, zakładając nowe studio - Creepy Jar. Nawet pomimo tego, że mówimy o drużynie dziewięciu doświadczonych ludzi, maczających palce w tak głośnych w szerokim świecie seriach jak Dying LightDead Island i Call of Juarez, nie było wtedy jeszcze o czym napisać więcej niż akapit. Obecnie słoik wypełnił się zawartością i możemy ostrożnie zajrzeć do środka.


Pierwszym tytułem Creepy Jar zostanie Green Hell, survival simulation osadzone w dzikich ostępach amazońskiej puszczy animowanej silnikiem Unity. Podstawowym zadaniem gracza, wcielającego się w człowieka przybyłego do dżungli w "celach badawczych", będzie uniknięcie śmierci z głodu, pragnienia, zatrucia, dzid autochtonów bądź kłów nieprzyjaznych zwierząt (zapowiedziano pojawienie się m.in. aligatorów, jaguarów, a także największego postrachu wszelkich istot żywych – kapibary). Na udostępnionym przez developerów gameplayu z komentarzem można dostrzec m.in. przydatny "foodwatch", pokazujący poziom protein, węglowodanów, tłuszczów i nawodnienia, których potrzebuje postać do przeżycia, oraz możliwość przyjrzenia się każdej części ciała z osobna, aby dostrzec ewentualne zranienia i móc w porę je zabezpieczyć. Wyraźnie widać nacisk Creepy Jar na zwiększenie immersji poprzez zniwelowanie do minimum interfejsu ekranowego, dzielącego gracza od dżungli. Pojawi się również sporo możliwości interakcji ze światem: celnie rzucony kamień pozwoli strącić z drzewa kokos, ptasim gniazdem i kijkami rozpalimy ognisko, przy którym zaskwierczy pieczyste, w gameplayu miga też w dzienniku postaci przepis na sklecenie prowizorycznej kryjówki.



Motywację dla znoszenia bezsensu egzystencji ma zapewnić tryb fabularny. Na razie Creepy Jar nie uchyliło tu zanadto wieczka tajemnicy, ale po zapowiedzi inspirowania się serialem Lost czy takimi tytułami jak Silent Hill albo Amnesia możemy spodziewać się, że przedstawiciele plemienia o skórze pokrytej malowidłami imitującymi kości i czaszki prawdopodobnie skrywają jakąś Mroczną Tajemnicę. Odpowiednie zakorzenienie w realiach ma zapewnić stały kontakt studia z podróżnikiem Łukaszem Czeszumskim, autorem zbioru reportaży Biały szlak, książki stanowiącej "główną inspirację fabularną" dla projektu. Biorąc pod uwagę, że Biały szlak słynie z opisywania od wewnątrz rzeczywistości naznaczonej piętnem krwawej forsy z kokainy, Mroczna Tajemnicza może mieć jednak bardziej prozaiczną naturę.

Źródło: https://bit.ly/2KRXU0t

Pierwsze zalążki fabuły znajdą się już w early accesssowej wersji Green Hell, mającej zadebiutować 29 sierpnia.
 Tak, dobrze przeczytaliście – otoczony niesławą early access. Wbrew pozorom sprawdza się on źle głównie w przypadku kolosów na glinianych nogach. W ten sposób swoje założenia gameplayowe dopracowywało również głośne ostatnio Dead Cells, dawniej Darkest Dungeon, a oprócz pomocnego wsparcia zaangażowanej społeczności early access gwarantuje twórcom również stały dopływ gotówki w trakcie tworzenia gry.  


Creepy Jar ochrzciło docelowy przedział budżetowy Green Hell jako premium indie - powyżej klasycznych indyków, których realizacja czasem zamyka się nawet w czterocyfrowych kwotach, a poniżej rozbuchanych produkcji AAA z kilkudziesięciomilionowymi zasobami kapitałowymi. Na ten moment Creepy Jar uzyskało 2 miliony dofinansowania, a szóstego sierpnia udanie zadebiutowało na giełdzie NewConnect. Firma dołączyła tym samym do szeregu innych growych spółek notowanych na tym parkiecie, m.in. BlooberaiFun4all czy PrimeBit Games, żeby wymienić tylko te, o których pisaliśmy na Gry Made in Poland. W połączeniu może zagwarantować to debiutującemu studiu weteranów z Creepy Jar środki wystarczające, aby odpowiednio dopieścić Green Hell - gameplayowo i graficznie.




Wszelkie pozostałe obrazy wykorzystane w tekście zostały zaczerpnięte  z oficjalnej strony Green Hell.

piątek, 8 czerwca 2018

Kroniki Nowego Lądka. Dziennik głównej kampanii Frostpunk


Kroniki pojawiły się na fanpage'u Gry Made in Poland spontanicznie – może dlatego pierwotnie rozpocząłem je dopiero na dwudziestym dniu, gdy znajdowałem się mniej więcej w połowie podstawowej kampanii Frostpunk pt. "Nowy Początek". Nowy Lądek spotkał się z Waszym wyrażonym lajkami entuzjazmem i z przyjemnością pociągnąłem do końca ten mało oryginalny pomysł zbeletryzowania punktu widzenia kapitana ostatniego Miasta. Stąd również pomysł, żeby skupić w jednym blogowym wpisie rozproszone dotąd posty i doprawić je bonusowo porządnym otwarciem.

Zapraszam do Nowego Lądka.   


Nowy Lądek, dzień 1



Plujący oleistym dymem drednot odeskortował nas od skutego lodem Londynu do generatora, osadzonego w bogatej w węgiel Arktyce. Obok źródła ciepła rozbiliśmy pierwszy prowizoryczny namiot, zakładając Nowy Lądek. Walce generatorów to rzadki przykład zapobiegliwości jakiegokolwiek rządu, który zza grobu może uchronić nas przed amputacjami odmrożonych kończyn.
Na razie rozesłałem pierwszych robotników do zbierania węgla, drewna i stali, rozrzuconych po naszym lodowym kraterze. Patrzyłem na znikające w zamieci sylwetki rozjaśniane przez świetliki, drążące własnymi ciałami przejścia w śniegu, i obiecałem sobie, że co by się nie działo, nigdy nie poświęcę życia żadnego ze współobywateli. Po długiej podróży i uruchomieniu generatora wszyscy patrzą w przyszłość z optymizmem. Nie mają pojęcia, że nie wiem, co mamy robić dalej.



Nowy Lądek, dzień 20



Dzieci pracują przy kuchni i innych lekkich pracach. Większość populacji Nowego Lądka żyje w porządnych barakach, syta i ogrzana. Zdobyczny automaton dzień i noc pracuje na wydajne wydobycie węgla. Prognozy naszych synoptyków pokazują jednak, że za moment nadejdzie znaczące obniżenie temperatury, do -60 stopni Celsjusza...


Nowy Lądek, dzień 30



Dzięki długofalowym inwestycjom przetrwaliśmy kryzys, -60 stopni Celsjusza. Nauczyliśmy się uważać go za normę. Zapasy węgla i drewna powoli przestają mieścić się w magazynach. Przez parowe młoty węglowe i liczne węzły ciepłownicze dym spowija Miasto niczym lepka mgła. Pozornie wszystko jest znakomicie, w czym upewnia mieszkańców moje centrum propagandy i szczekaczki, i to najbardziej mnie niepokoi. Wciąż mam z tyłu głowy wieści od zwiadowców terenowych – upadek Winterhome, obłęd Tesla City. Przetrwanie nie jest nam dane raz na zawsze.



Nowy Lądek, dzień 42



Mój fatalizm okazał się realizmem. Temperatura sięgnęła -90 stopni i wciąż spada. Cała okoliczna zwierzyna wyginęła, zamarzła jak sadzonki w naszych cieplarniach. Musimy polegać na zgromadzonych wcześniej galonach zupy. Niedługo zawalą się również kopalnie, odcinając część dostaw węgla. Świadomie poświęciłem życie 30 ludzi, aby przygotować dolne sztolnie na nadejście zlodowacenia. Teraz nawet maksymalnie ulepszony generator i porządne domy mieszkańców nie dają pewności... czy przetrwamy najbliższe dni?



Nowy Lądek, dzień 46


Temperatura z zabójczego -150 podniosła się do bezpiecznego -40. W szczytowym momencie kryzysu połowa populacji Miasta leżała chora w łóżkach, nie znajdując dla siebie miejsca w przepełnionych szpitalach, nikt jednak nie zmarł z wychłodzenia ani głodu.
Pewną ręką poprowadziłem tą przestraszoną hałastrę byłych Brytyjczyków od poziomu neandertalczyków do zindustrializowanego komunizmu. Bardziej niż propagandowe ulotki Nowego Porządku, więzienia, szczekaczki i tajni współpracownicy ciążą mi na sumieniu dziesiątki poświęconych przy tym istnień ludzkich. Głównie chorych uchodźców, którym odmówiłem wstępu do Miasta. Moja strategia okazała się skuteczna dla setek innych ocalałych, 393 obywateli Nowego Lądka. Przeżyliśmy.

poniedziałek, 7 maja 2018

Krzesła, puszki i szczotki do włosów. O widmach Bloobera


Paweł Schreiber stwierdził, że „wizja rozwoju techniki w grze »Observer« jest oparta na estetyce zgrzytów, niespójności i rozwarstwień – między ciałami a maszynami, między zapuszczoną krakowską kamienicą a pokrywającymi ją holograficznymi reklamami, między realiami cyberpunka a reliktami PRL-u (…).” Ta obserwacja o estetyce gry zainspirowała mnie do napisania tego tekstu i to właśnie tym zgrzytom, niespójnościom i rozwarstwieniom będzie on poświęcony. A dokładniej: ich źródłu, temu niedookreślonemu, zmarginalizowanemu, fantomowemu „między”. Ten pozornie niewinny przyimek, trzykrotnie powtórzony jak klątwa, opętał wypowiedź Pawła Schreibera i zorganizował ją na własnych zasadach. Co więcej, określana przez to „między” centralna wyrwa uniemożliwiająca połączenie niespójnych porządków i warstw determinuje również całe doświadczenie gry, dlatego nie można jej zbagatelizować.

Psotliwe duszki. Wizje rozwoju i Ważkie Kwestie


Zanim jednak przejdę do właściwej analizy, chciałbym wyegzorcyzmować psotliwego duszka określanego w cytowanej wypowiedzi jako „wizja rozwoju techniki”. Ta fraza, jak przypuszczam, odnosi się po prostu do faktu, że gra utrzymana jest w cyberpunkowej konwencji, a więc jej akcja ma miejsce w przyszłości, w roku 2084. Przyjmę jednak na moment rolę czepialskiego adwokata diabła i poświęcę temu wyrażeniu nadmierną uwagę krytyczną, ponieważ w innym wypadku ten błędny ognik mógłby mnie zaprowadzić na moczary dystopijnych komunałów o korporacjach, stratyfikacjach społecznych, transhumanizmach i innych Ważkich Kwestiach. Postawmy sprawę jasno: gra nie spełnia żadnej funkcji profetycznej i nie przedstawia wizji rozwoju czegokolwiek. Świat gry to kolaż rozmaitych, często – jak to ujął Paweł Schreiber – „niespójnych” elementów, w którym przedmioty zaczerpnięte z rzeczywistości PRL-owskiej i post-PRL-owskiej (np. ceraty w kratę, kilim z jeleniami, meblościanki, boazerie, szklanki w metalowych koszyczkach i komputery z przełomu lat 70. i 80.) towarzyszą implantom, augmentacjom, hologramom i hakerom, a te akcesoria zaczerpnięte z repozytorium konwencji science fiction mieszają się z motywami mitycznymi oraz biblijnymi. Trudno traktować to jako próbę odgadnięcia, jak będzie wyglądać przyszłość, tym bardziej że ten fikcyjny Kraków jest pod wieloma względami opóźniony w stosunku do teraźniejszości.

Druga przyczyna mojego oporu wobec określenia „wizja rozwoju techniki” ściśle wiąże się z kwestią poetyki, o czym będzie mowa za moment. W moim rozumieniu tekst kultury, który podejmuje się stworzenia wizji przyszłości, to właśnie tekst traktujący o Ważkich Kwestiach, tzn. próbujący skrytykować pewne bieżące problemy społeczne poprzez próbę przewidzenia ich potencjalnych skutków. Zazwyczaj tych negatywnych. Wizja rozwoju jest tylko pretekstem do krytyki współczesności. Za przykład niech posłuży Deus Ex: Mankind Divided, z którym Observer dzieli pewne motywy (czasem nawet, zdaje się, pozwalając sobie na ich parodię) i z którym tytuł Bloobera porównywano. Istnieje jednak pewna fundamentalna różnica: Deus Ex to gra upolityczniona, skupiona na różnych formach publicznego dyskursu. Tytuł ten nie tyle porusza temat wpływu technologii na ludzkość, co w lekko zawoalowany (i być może trochę naiwny) sposób odwołuje się do kwestii wykluczenia społecznego (jakże aktualnej w czasach, kiedy problemy uchodźstwa i nielegalnej imigracji nie schodzą z ust prezenterów telewizyjnych i z czołówek gazet), terroryzmu i medialnej manipulacji. To gra, gdzie różne strony zabierają głos w politycznym sporze. Każda wizja, rozwoju czy upadku, zakłada, że czas płynie i że dzisiejsza sytuacja przyniesie jakieś konsekwencje, które dana wizja próbuje przewidzieć. Profetyzm musi mieć zakotwiczenie w teraźniejszości.

„Między”. Świat gry jako czyściec


Świat Observera, wprost przeciwnie, jest pozbawiony zakotwiczenia. To świat w stanie czyśćcowym, schizofreniczne nie-miejsce wykolejone z biegu zdarzeń, gdzie granice podmiotu oraz kategorie czasoprzestrzenne są równie rozmyte, co widok zza szyby samochodu naszego bohatera, w którym zaczynamy grę. Czy w Observerze istnieje rzeczywistość w stałym stanie skupienia, czy cały świat gry jest skazany na rozpłynięcie się w czasie i przestrzeni jak „łzy w deszczu”? Informacje w grze sugerują, że mamy do czynienia z tym drugim scenariuszem: takie kategorie polityczne, ale też przestrzenne, jak Wschód i Zachód zniknęły w wyniku wojny, której przebieg jest opisany w grze jako walka z jakimś demonicznym Złem reprezentowanym przez hordy nadciągające z bezgranicznej ciemności. Nad wszystkim panuje Chiron, korporacja czy raczej Korporacja, abstrakcyjny byt, który niczym w moralitecie uosabia… no właśnie, co? Wszystkie konflikty społeczne, wszystkie systemy wartości mgliście obecne w grze zdają się być swoją własną parodią, ruinami sensu na nieskończonej pustyni. Główny bohater, Daniel Lazarski, funkcjonariusz krakowskiej policji dysponujący umiejętnością hakowania ludzkich umysłów i doświadczania ich wspomnień, to, jak wskazuje jego nazwisko, Łazarz. Tutaj jednak wskrzeszenie nie przebiega bez konsekwencji (jak na przykład w przypadku Adama Jensena z serii Deus Ex), ale zmienia bohatera w widmo istniejące na granicy życia i śmierci, które robotycznym głosem zza grobu (tak, jakby poszczególne słowa były z trudem wydobywane z zapomnianego już poprzedniego życia) próbuje nawiązać kontakt z innymi widmami. Sam świat gry jest ulokowany pomiędzy, w strefie widmowego nieokreślenia. Wspomniane przez Pawła Schreibera zgrzyty to tylko tymczasowe spięcia, iskry, które gasną w pustce.

Łzy w deszczu: świat w ciekłym stanie skupienia. W tle rower, o którym będzie jeszcze mowa.
Powyginane pręty i kable „roztapiają się” w foliowej kałuży. Ten pokój reprezentuje rozmycie granic tożsamości wikołakowatego mordercy (więcej o nim później) w wyniku traumatycznego dzieciństwa (większość postaci z gier Bloobera zdaje się tkwić w różnych rodzinnych uwikłaniach). Tylko rola wilkołaka rodem z horrorów (patrz: plakaty) daje mu możliwość odbudowania tychże granic.


Layers of Fear: Pokój roztapiający się pod wpływem wysokiej temperatury. Tutaj reprezentujący poparzenia żony bohatera (która, tak jak wspomniany „wilkołak”, będzie zmuszona przejść ciężkie operacje), której idealny obraz sam bohater będzie próbował odtworzyć przez malarstwo (tak jak wilkołak próbował stworzyć siebie na wzór horrorów). Ponadto ten pokój reprezentuje dezintegrację tożsamości obojga postaci oraz ich związku, a także obsesję bohatera na punkcie żony i ognia. Można też spekulować, że te wszystkie analogie, zarówno tematyczne, jak i estetyczne, świadczą o obsesjach Bloobera (o których później).




Paradoksalnie ta rozmyta wizja jest bardzo skupiona, wręcz zafiksowana na pewnych konkretnych motywach; co więcej, zarówno Observer, jak i poprzednia gra studia, Layers of Fear, zdają się realizować ten sam projekt. Obie gry są zbudowane na tym samym schemacie fabularnym: na motywie rodzinnego uwikłania. W obu przypadkach mamy do czynienia z bohaterami obsesyjnie skupionymi na swoich niezdrowych relacjach rodzinnych, które w końcu prowadzą do śmierci albo szaleństwa. Różnica jest taka, że w przypadku Layers of Fear, jak na gotycki horror osadzony w rodzinnej posiadłości przystało, te rodzinne konfiguracje stanowią kanwę całej opowieści. Świat gry jest otwarcie prezentowany jako projekcja wewnętrznych obsesji bohatera, a eksploracja posiadłości jest metaforą samopoznania. W Observerze mamy już do czynienia ze schizofrenicznym rozszczepieniem: te wszystkie niespójności i rozwarstwienia, związane z penetrowaniem cudzych umysłów, dopiero stopniowo ujawniają pewne prześladujące bohatera obrazy. Layers of Fear to świat narcystycznej obsesji, gdzie awatar jest w centrum i cały świat kręci się wokół niego; świat Observera to świat rozszczepiony, gdzie nasz bohater to centralna pustka, widmo istniejące tylko pomiędzy, ujawniające się jako spięcia w starciu różnych niespójnych tożsamości. Choć, jak się okaże później, fundament konstrukcji obu tych światów jest taki sam.

Dante, wilkołaki i jelenie


Wspomniałem, że obie gry realizują ten sam projekt, a więc musimy też zająć się kolejną, o wiele ważniejszą, obsesją: obrazami prześladującymi sam Bloober Team. Aby tego dokonać, będę musiał wyjść poza poziom fabuły i dokonać analizy warstwy estetycznej. Obie gry są zafascynowane przedmiotami. Różne, pozornie niewinne, obiekty w świecie gry zostają w nim reprodukowane w niezliczonych ilościach albo pojawiają się w rozmaitych kontekstach, często wywołując właśnie wrażenie niespójności czy zgrzytu, ale też – rozwarstwienia między przedmiotem a jego funkcją. Rower, który widzimy zza szyby samochodu na początku gry, stopniowo staje się nośnikiem wybrakowania, wykluczenia i rozpadu tożsamości, tak jakby raz zobaczony przedmiot wsiąkał w umysł awatara, a potem nagle pojawiał się z obsesyjną regularnością jako oznaka jego obłędu. Tak samo jeleń z pozornie niewinnego kilimu, którego gracz może nawet nie zauważyć, transformuje w pewnym momencie całą przestrzeń w dantejską metaforę ciemnego lasu oraz dziecięcą metaforę lasu, w którym grasuje zły wilk. To samo dotyczy szczotek do włosów, pudełek po cygarach, pralek, puszek, kwiatów i krzeseł.

Butelki, puszki po konserwach i krzesła w szpitalnej poczekalni we wspomnieniach jednej z pobocznych postaci. Nic na tym screenie nie jest przypadkowe, dlatego dobrze go zapamiętajcie. Później okaże się, że wszystkie elementy, które tu widzicie, są kolejnym elementem obsesji bohatera, jego fiksacji wokół śmierci żony. Wszystkie wspomnienia, nawet te cudze, są tak naprawdę jego wspomnieniami.
Krzesła w korytarzu więziennym ze wspomnień innej postaci, porównanie do uwięzienia bohatera w korytarzu szpitalnym narzuca się samo.

Lewitujące fotele i kanapa, luksusowa odmiana zwykłego krzesła, we wspomnieniach jeszcze innego bohatera, opętanego chirurga, który doprowadził do śmierci czyjejś żony. 

Przyjrzyjmy się bliżej drugiemu przykładowi. Na dość wczesnym etapie gry znajdujemy kilim przedstawiający jelenie – element o zabarwieniu wyraźnie satyrycznym: uosobienie kiczu, masowo produkowany grat imitujący sztukę; motyw jelenia na rykowisku jest wyśmiewany chociażby przez Marka Raczkowskiego w tym rysunku. Później, w salonie tatuażu prowadzonym przez byłego chirurga zajmującego się nielegalnymi eksperymentami, możemy odsłuchać nagranie, w którym tenże chirurg opisuje swoje wygnanie z oficjalnego medycznego środowiska przy użyciu cytatu z Dantego o błąkaniu się w „gęstym lesie”. Jeszcze dalej, pod koniec gry, Daniel zaczyna mieć złudzenia na jawie, bez uprzedniego wejścia w umysł innej postaci. Bohater widzi bezgraniczny las, w którym biega wspomniany jeleń, a na wizję tego lasu nałożony jest zarys jakiegoś pomieszczenia, który pulsuje w rytm sonaru. Następnie ten sam kilim, jelenia (tutaj pełniącego rolę naszego przewodnika, można powiedzieć – Wergiliusza) oraz las widzimy podczas eksplorowania wspomnień wilkołaka – a dokładniej wyśmiewanego chłopca, który już jako dorosły przechodzi, oczywiście przy pomocy rozmaitych operacji (w końcu w grze science fiction wszystko musi być racjonalnie wyjaśnione), metamorfozę w wilkołakopodobnego mordercę i eliminuje wszystkie kluczowe dla fabuły postacie. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z transformacją Czerwonego Kapturka w wilka, a więc las łączy w sobie dantejską metaforykę wkroczenia w wiek średni, w przypadku chirurga i głównego bohatera, i traumatycznego wkroczenia w dorosłość.

Pozornie niewinny kilim przedstawiająca jelenie…

...przeradza się w wizję na jawie, gdzie musimy w dantejskim lesie ciemnym podążać za jeleniem, który być może doprowadzi bohatera do zmarłej z jego winy Beatrycze…

...i ten sam jeleń nagle wyskakuje w traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa naszego wilkołakowatego przyjaciela, prowadząc go przez piekielne wizje z jego własnych wspomnień. Choć nie tylko z jego własnych…

Pamiętacie jeszcze ten rower? To znowu on, tym razem we wspomnieniach wilkołaka, gdzie uosabia jego wybrakowanie i wykluczenie.

Jak wynika z powyższego opisu, mamy w grze do czynienia ze specyficznym rodzajem niespójności. W pewnym momencie bowiem ten cały niespójny świat – graciarnia, w której nikomu niepotrzebne i nie łączące się w większą całość śmieci zdają się leżeć nagromadzone w każdym kącie świata gry, jakby stanowiły jedyny sposób na wypełnienie tej czyśćcowej pustki – zaczyna tworzyć pewną jedność, kiedy różne przedmioty zaczynają pojawiać się z obsesyjną regularnością w najrozmaitszych miejscach i, co więcej, na rozmaitych warstwach rzeczywistości, czy to w tej bazowej, czy to w halucynacjach, czy też we wspomnieniach. Rzeczywiście więc mamy w grze do czynienia z estetyką rozwarstwień, gdzie musimy poruszać się po oddzielonych od siebie płaszczyznach rzeczywistości, a czas i przestrzeń rozmaitych sekwencji zdają się rozpadać na fragmenty i rozgałęziać. Ale należy też spojrzeć na ten problem z drugiej strony i uwzględnić fakt, że aby doszło do rozwarstwienia, musimy mieć do czynienia z nawarstwieniem. Wszystkie wspomniane bowiem wizje i wspomnienia, wszystkie obrazy i przedmioty ze świata gry nie tyle komponują spójną przestrzeń i liniowy bieg zdarzeń, co stanowią warstwy, nakładające się na jeden natrętnie powracający problem: pustkę pierwszoosobowej perspektywy, widmowego obserwatora. Wspomnienia i wypowiedzi wszystkich postaci oraz wszystkie korytarze tej krakowskiej kamieniczki to schizofreniczny labirynt, który zawsze znajduje swoje ujście w tej jednej centralnej wyrwie. Paradoksalnie, świadomość ciała awatara tylko zwiększa poczucie tej pustki, ponieważ ciało awatara w tej grze jest tak naprawdę nawiedzanym przez widmo Daniela zewnętrznym i rozczepionym przedmiotem, który albo transformuje się w inne ciała wedle nieznanych nam reguł; albo, wprost przeciwnie, nie transformuje się, mimo że sytuacja tego wymaga (na przykład we wspomnieniach innych postaci). Ten awatar poprzez swoje niespójne ucieleśnienie uosabia to, co Adam, syn bohatera, chce osiągnąć: istnienie bezcielesnego umysłu nieprzywiązanego do żadnego konkretnego ciała. 

Widmo Lazarskiego i metempsychoza


Gra tematyzuje tę pustkę przy użyciu motywu śmierć oraz zmartwychwstania. Żona Daniela umarła, ponieważ namówił ją do zrezygnowania z operacji, która zakładałaby skażenie jej ciała technologią. Sam jednak w sytuacji zagrożenia swojego życia zdecydował się na taką operację, czego syn bohatera, Adam, nie był w stanie mu wybaczyć. Na samym początku gry, w samochodzie bohatera, dochodzi do zakłócenia wszystkich urządzeń elektronicznych i, niczym głos zza grobu, Adam kontaktuje się z bohaterem i każe mu udać się do kamienicy, wewnątrz oraz w okolicach której odbędzie się reszta gry. Na miejscu znajdujemy zwłoki; nasze śledztwo będzie służyło potwierdzeniu, że są to zwłoki syna bohatera. Można to, używając języka mitologii i Biblii lubianego przez twórców, podsumować w ten sposób: Daniel zszedł do zaświatów po śmierci żony, napił się wody z rzeki zapomnienia i jednocześnie sam został skażony śmiercią. Korporacja Chiron, niczym mityczny centaur o tym samym imieniu przekazała posiadaną przez siebie wiedzę (tutaj: technologię) jakiemuś Eskulapowi (tutaj: chirurgowi z V Rzeczypospolitej), który wskrzesił Lazarskiego. Cała gra polega na próbie wydostania się spod efektu tego otępiającego zapomnienia i przywołania swojej przeszłości. Sam Daniel jednak, jako widmo bez tożsamości, pusty pierwszoosobowy awatar, nie może tego osiągnąć samodzielnie. Może on dokonać tego tylko przez metempsychozę: jako pozbawione własnej pamięci widmo wciela się po kolei w różne postacie i przeżywa cudze wspomnienia.

Jak się jednak stopniowo okazuje, to nie są do końca cudze wspomnienia. Wszystko, co Lazarski widzi w umysłach innych ludzi, orbituje wokół wyrwy spowodowanej opisanym już zapomnieniem. Daniel nie tylko dosłownie odnajduje swoje wspomnienia we wspomnieniach innych. Wspomnienia innych stanowią odbicie jego własnej przeszłości, na przykład oparty na przemocy związek Amira i Heleny stanowi wariację na temat jego własnego małżeństwa opartego na przymusie. Wspomnienia psychopatycznego chirurga odzwierciedlają jego własną skonfliktowaną postawę wobec ciała i jego ulepszeń (można powiedzieć, że tutaj działa zasada zaprzeczenia: chirurg z obsesją na punkcie modelowania ciała odzwierciedla winę bohatera spowodowaną jego niechęcią wobec wszelkich ulepszeń), a wilkołakowaty psychopata z traumatycznym dzieciństwem pozwala Danielowi przeżyć jego problematyczną relację z Adamem z perspektywy syna. Nawet podczas eksplorowania korytarzy kamienicy możemy zapukać do drzwi purystów przeciwnych wszelkim modyfikacjom ciała, co jasno wiąże się z przeszłością Lazarskiego. Do czego jednak prowadzi to przypominanie przez metempsychozę? Do kolejnej możliwości zapomnienia, poprzez zjednoczenie się z martwym synem, oraz zmartwychwstania jako kierowane przez Adama widmo.

Pamiętacie ten szpital? Tu widzimy go jeszcze raz, tym razem we wspomnieniach innej postaci… No właśnie, tylko czy to są na pewno jej wspomnienia? Ten chłopiec to syn bohatera, którego ta postać raczej nie znała w dzieciństwie. Wszystkie więc wspomnienia kręcą się tak naprawdę wokół zapomnianej przeszłości Dana.
Czyli przez cały czas tylko o jednym była mowa… Ostateczne objawienie prawdy pod koniec gry, śmierć żony Daniela.

Wspomniałem, że obie gry Bloobera realizują te same obsesje i to widać: Layers of Fear jest oparte na bardzo podobnym scenariuszu uwikłania, problematycznej dynamiki rodzinnej, winy, śmierci i modyfikacji ciała (wspomnę tylko, że awatar jest kuternogą ze źle dopasowaną protezą, a jego żona prawdopodobnie przeszła jakieś operacje po pożarze). Co prawda w grze bohater nie wchodzi w niczyje umysły; jego przeszłość jest odzwierciedlana przez obrazy. Na przykład już w przedpokoju możemy wydedukować całą patologiczną dynamikę rodzinną poprzez konfigurację obrazów i przedmiotów (patrz: poniższy screen). Nie będę tutaj analizował dokładniej i osadzał tych wszystkich motywów w kontekście gry, bo mój tekst jest poświęcony głównie Observerowi. Skupię się na innym aspekcie obrazów, traktując je nie jako przedstawienie, ale po prostu jako przedmiot.
Layers of Fear: Kaganiec, sugerujący przykre doświadczenia związane z groźnym psem (albo inną bestią, na przykład ojcem – pierwowzorem wilkołaka z mechanicznymi protezami w Observerze – którą na zasadzie metaforycznego przesunięcia może reprezentować) w pobliżu obrazu przedstawiającego orła (Zeusa) porywającego dziecko (Ganimedesa). Na przeciwnej ścianie widzimy dzieci i ojca w towarzystwie leżącej na ziemi kobiety.

Graty, czyli widma rzeczy


Jak na grę poświęconą opętanemu geniuszowi Layers of Fear ma dość specyficzne podejście do sztuki. Obrazy w tym świecie stają się zwykłymi gratami, bezwartościowymi kopiami, porozwieszanymi dosłownie wszędzie. To samo tyczy się innych przedmiotów: klocków, puzderek z kwiatowymi wzorami, tubek z farbami, szczotek do włosów, krzeseł oraz pudełek po cygarach i alkoholu. Jest to świat, który zawiera ograniczoną liczbę rzeczy powielanych z obsesyjną częstotliwością. Wiele wizji w świecie gry opiera się właśnie na dosłownym wysypie niezliczonych kopii jakiegoś przedmiotu. Wspominałem, że Layers polega na samopoznaniu. Ale na czym polega to samopoznanie? Na odkryciu miejsca przedmiotów w przestrzeni pamięci. Dlatego w Layers pamięć nie jest oparta na zdarzeniach, ale na konfiguracjach obiektów. W kluczowym momencie już pod koniec gry dokładnie na tym polega nasze zadanie: odnalezieniu zagubionych pionków z warcab i umieszczeniu ich na planszy, co prowadzi do odsłaniania kluczowych pomieszczeń i przedmiotów z przeszłości bohatera w czyśćcowej przestrzeni reprezentowanej przez ciemny pokój.

Layers of Fear: Porzucone obrazy, sztuka jako reprodukowalny w nieskończoność grat?
Layers of Fear: Krzesła, Blooberowa obsesja. W pewnym momencie gry krzesła pozamykane w odrębnych pomieszczeniach stanowią metaforę wypartych wspomnień
Layers of Fear: wszechobecne w grze pudełka. Chociaż nie tylko w tej grze…
Te same pudełka w Observerze. Kolejna Blooberowa obsesja na punkcie przedmiotów.

Kilka przedmiotów z Layers of Fear znajdujemy w Observerze. Ale Observer ma też swoje graty, takie jak wszechobecne puszki porozwalane na korytarzach. Można powiedzieć, że tak jak w warstwie narracyjnej obu gier mamy do czynienia z pustką po śmierci, przekazywaną z jednego pokolenia na inne, tak samo LoF przekazuje Observerowi pustkę związaną ściśle z medium gier – pustkę pierwszoosobowego awatara, widma istniejącego tylko w relacji wobec świata gry. I tak samo jak obaj bohaterowie muszą odnaleźć własną przeszłość na zewnątrz – albo w sztuce, albo we wspomnieniach innych – tak samo Bloober, zamiast maskować tę pustkę awatara poprzez zwiększanie możliwości interakcji albo narratywizowanie świata gry, próbuje wypełnić ją bezużytecznymi gratami, które same stają się widmami funkcjonalnych przedmiotów. Bloober w obu przypadkach stworzył więc dość specyficzny rodzaj przestrzeni. Zarówno posiadłość w Layers, jak i kamienica w Observerze to przestrzenie zamknięte i odgraniczone od świata zewnętrznego. I w obu tych przestrzeniach wprowadzona zostaje centralna wyrwa poprzez utożsamienie ich z doświadczeniami bohaterów, którzy muszą przypomnieć sobie jakieś zapomniane traumatyczne zdarzenia z ich przeszłości, wyrwy w ich pamięci. Pierwszoosobowy awatar stanowi taką wyrwę, która prowadzi do rozpadu przestrzeni, a także jej ciągłej rekonfiguracji oraz reprodukcji istniejących w niej przedmiotów w nieskończoność. Ta pustka zasysa przestrzeń, aby następnie wyrzucić ją ze zwielokrotnioną siłą, tak jak zapomniane doświadczenia w końcu uniemożliwiają przebieg akcji. W końcu oba te światy stają się nie-miejscami, wyrwami w strukturze rzeczywistości, z których nie ma gdzie uciec. Jeżeli jednak jesteście zainteresowani ich poznaniem, mam dla was jedną radę:

Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy chcecie wejść do tego czyśćca, gdzie jedyny drogowskaz w ślepej wędrówce widm stanowią śmieci walające się po korytarzach i poupychane w PRL-owskie meblościanki.

Layers of Fear: Waza z motywem kwiatowym, bardzo częstym w tej grze, stanowi obsesję…
...przekazaną córce bohatera. Tutaj, w Layers of Fear: Inheritance, projektowane niczym z magicznej latarni pęknięcia na tej wazie stanowią metaforę pęknięć w jej osobowości, wypełnianych różnymi fantazjami.

Szczotki do włosów też z kwiatowym motywem, powiązane z żoną bohatera, wysypują się na nas w Layers of Fear.
Observer cierpi na swoje obsesje. Puszki, które już widzieliśmy, wysypują się w wizjach Amira…
Te same puszki widzimy na każdym kroku w korytarzach kamienicy…


...a nawet już pod koniec gry.

Wykorzystany w grafice wejściowej obraz przedstawiający jelenie pochodzi ze strony Bieszczadzka24. Fotografia z kolekcji pocztówek Edwarda Marszałka.