sobota, 10 czerwca 2017

Zbrodnie przeciwko majestatowi Gamingu



Ostatnimi czasy ukułem na własny użytek pewne określenie z zakresu prawa karnego gier. Ową szeroką kategorię przestępstw mogę przybliżyć Wam poprzez casus Huska. To komputerowy horror made in Poland, który nie spotkał się z tak entuzjastycznym przyjęciem, na jakie pewnie liczyli jego twórcy z UndeadScout. Recenzenci, niczym raperzy na bitwach freestylowych, prześcigali się w wymyślaniu coraz bardziej finezyjnych uszczypliwości. Zwykli zjadacze wirtualnego chleba również dołożyli od siebie parę punchy na łamach okołogrowych stron i Niebieskiego Portalu Społecznościowego. Nic nowego. Wśród tej drugiej grupy wykwitło za to coś innego. Bardziej zradykalizowanego. Oskarżenia o obrazę majestatu Gamingu.

UndeadScout, za wypuszczenie na rynek słabej gry, w opinii sporej ilości graczy zasłużyli na chłostę, wymierzoną kablem od klawiatury na gołe plecy. Te osoby postrzegają sytuację tak, jakby autorzy celowo sabotowali Huska, czyniąc go koniem trojańskim, mającym podstępem otworzyć bramy do portfeli konsumentów. Wszystkie niedopracowania wynikały nie z braku doświadczenia, środków bądź czasu, a podszytej chciwością złośliwości. Po batożeniu powinno pozbawić się tych partaczy prawa do wykonywania zawodu, a następnie wyprowadzić poza rogatki królestwa Gamingu.

Ta. A Blizzard, wtedy jeszcze znany jako Silicon&Synapse, po wypuszczeniu pierwszych, niezapamiętanych przez nikogo portów cudzych gier powinien zwijać manatki, zanim obrazi majestat Gamingu Starcraftem czy innym Diablo.


Skreślanie danego twórcy bądź grupy twórców, czyli studia, po jednym knocie, ignoruje 2 cholernie istotne aspekty sytuacji. Jednym z nich jest właśnie progres. Twórca, ćwicząc się w swoim rzemiośle, z biegiem czasu staje się coraz lepszy. Dzieje się to szybciej lub wolniej, kwestia osobnicza, ale praktycznie zawsze. W dodatku, jak do głowy wkładają nam nawet przysłowia, błędy są najlepszym źródłem nauki. Uzbrojeni w wiedzę, co może pójść nie tak, jesteśmy gotowi następnym razem nie popełnić ponownie tych samych omyłek. C’mon, cały gatunek gier opiera się na takim założeniu. cRPG, kojarzycie?

Po drugie: w poważnym biznesie, jakim obecnie jest elektroniczna rozgrywka, nie tylko umiejętności programistów kreują grę. Robi to również pewna ilość pieniędzy, którą wpompowują w pracę studia wydawcy. Dokładnie wyliczona ilość pieniędzy. Jeżeli masz wystarczający zapas szekli, wykonalne staje się stworzenie w 18 miesięcy gry tak złożonej jak Mass Effect: Andromeda albo kolejna część Assasin’s Creed. Tylko że komercyjni debiutanci, tacy jak mały zespół UndeadScout, mogą jednak co najwyżej pomarzyć o takich budżetach. Wydawcy inwestują w grę pieniądze, ale nie dlatego, że zainspirowali się podaniami o starożytnym Maecenasie. Tabelki w Excelu nie mogą być asertywne, muszą się zgadzać. Zbyt wysokie koszty produkcji zabiłyby szanse na zysk. 

Efekt końcowy, błyszcząca złotem wersja gry, to złożona wypadkowa wszystkich wymienionych powyżej czynników, a nie wyłącznie ślina, kapiąca z ust developerów do naszych przegródek z banknotami. Zarzuty o zbrodnie i występki przeciwko Miłościwie Nam Panującemu Gamingowi wobec czwórki twórców Husk uważam za mocno przesadzone. Jego Wysokość nie dostanie zgagi, a następnym razem: kto wie? Może nawet pasuje swych poddanych na rycerzy, broniących Jego majestatu. Najprawdopodobniej jednak nie zrobi nic – nie istnieje. W przeciwieństwie do jego obrońców. 

Obrazy wykorzystane w tekście pochodzą ze strony Indiedb oraz UndeadScout.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza